List (część 1)

Paul Schebesta (1887–1967), jedyny mieszkaniec Pietrowic, o którym wspominają encyklopedie pisane w językach polskim, niemieckim i czeskim.

Był misjonarzem zgromadzenia księży werbistów. W czasie swojej pracy misyjnej pośród ludów Afryki zajmował się naukowo ich językiem i kulturą. Pracował wśród Pigmejów, opracował ich kulturę, życie, obyczaje.

W otwartej 7.10.2025 roku wystawie w Muzeum Misyjno-etnograficznym księży Werbistów w Pieniężnie tak o nim napisano:

„Prezentując postać o. Paula Schebesty SVD chcieliśmy pokazać na jego przykładzie specyficzną tożsamość misjonarzy werbistów pochodzących ze Śląska i urodzonych przed rokiem 1945, którzy podejmując pracę na misjach okazali szczególną empatię do misjonowanych ludów, kładąc akcent na poszanowanie ich języków i kultur. Będąc bowiem wychowani w środowisku dwujęzycznym i wielokulturowym potrafili lepiej zrozumieć sytuację kolonizowanych, pielęgnować ducha otwartości i dialogu”.

Paul urodził się 20 marca 1887 roku na Małej Stranie. Jego ojciec Anton Schebesta prowadził niewielkie gospodarstwo rolne, był też kościelnym śpiewokiem. Stąd przydomek tej rodziny – Śpiewok. Miał siedmioro rodzeństwa.

Anton zginął na froncie I wojny światowej i wdowa Joanna po raz drugi wyszła za mąż za Paula Paleta. Najstarsza siostra Paula – Beate była zakonnicą w klasztorze Elżbietanek w Nysie i tam w 1945 roku została zamordowana przez wojska sowieckie. Jego starszy brat Józef też był księdzem misjonarzem, zginął w czasie II wojny światowej w 1944 roku jako jeniec na japońskim okręcie na wodach koło Nowej Gwinei.

W archiwum parafialnym znajduje się list będący odpowiedzią na wcześniejszy list ówczesnego nowego ks. proboszcza Ludwika Dziecha, który przybył do parafii w lutym 1964 roku. Ks. Dziech chciał by w założonej i pisanej przez niego kronice parafialnej były parafianin Paweł Schebesta podzielił się swoimi wspomnieniami. I tak ks. dr Paul Schebesta pisze do ks. proboszcza Ludwika Dziecha.

 

(Tłumaczone z języka niemieckiego.)

Przewielebny Księże Proboszczu!
St. Gabriel [Wiedeń], 6 stycznia 1965

List księdza był dla mnie miłą niespodzianką. Jest mi niezmiernie miło dowiedzieć się od odpowiedzialnego miejscowego religijnego autorytetu, jak obecnie wygląda sytuacja w mojej rodzinnej miejscowości i że przyszłość zapowiada się pozytywniej niż w minionych latach, o ile jestem dobrze poinformowany o Waszej sytuacji.

Wraz z Księdza pismem otrzymałem list od mojej bratanicy Agnes Paleta [z domu Schebesta]; obydwa pisma zapraszają mnie do odwiedzenia rodzinnych stron. Niestety, kontakt z ojczyzną (Heimat) od czasu niepokojów nazistowskich utraciłem i wydarzenia z tego czasu tak mnie zirytowały, że czerwona nić która wiązała mnie z ojczyzną została zerwana.

Proszę zważyć, że ojczyznę pamiętam z czasów, kiedy Pietrowice były częścią kraju Hulczyńskiego, będącego enklawą z dialektem morawskim, którego starałem się strzec i zachować razem z pewną liczbą duchownych z tegoż kraju, mianowicie w czasie intensywnie prowadzonej germanizacji. O tym obecne generacje w Pietrowicach wiedzą niewiele, być może wielu dzisiaj starych ludzi w Pietrowicach stało po drugiej stronie, w każdym razie generacja pięćdziesięciolatków i starsi.

Teraz tak mimochodem. Historia ma swój bieg i każda ludność pogranicza ma niestety złe doświadczenia. Jest pędzona z jednej narodowości do drugiej, z jednego języka do drugiego i niestety podupada.

c.d.n.

Opracował Bruno Stojer


List (część 2)

Natomiast religia była solidnie umocowana, lud zacny i pobożny dopóki zawirowania lat dwudziestych nie przyniosły niepokoju i niezadowolenia.

Na odwiedziny stron rodzinnych nie mogę się właściwie zdecydować; nie odnalazłbym się tam. Videbimus rem! Zobaczymy!

Nie wiedziałem, że archiwum kościelne zostało zniszczone. Księdza zamiar napisania kroniki miejscowości odnotowuję jako godny pochwały i byłbym gotów, o ile moje wspomnienia są wystarczające, chętnie nimi się podzielić.

Poruszył ksiądz sprawę wielu powołań kapłańskich, którymi Pietrowice mogą się szczycić. Ten fenomen też zwrócił moją uwagę i zmusił mnie do przyjrzenia się okolicznościom, które się do tego przyczyniły.

Trzeba pamiętać, że przed rokiem 1900, w którym to pierwsi kandydaci wstąpili do seminarium, długie lata nie było żadnych powołań. Był jeden, nie poznałem go nigdy, on też się nigdy nie pokazał w Pietrowicach, był z rodziny Pientka [zapewne chodzi o Józefa Pientka ur. w 1836 w Pietrowicach, syna Józefa i Franciszki z domu Labud, po studiach teologicznych we Wrocławiu został tam wyświęcony w 1863 roku, najpierw był wikarym w Pietrowicach za czasów proboszcza Karola Burona, potem był administratorem parafii w Beneszowie, następnie w Wielkich Hoszczycach a w 1888 roku został proboszczem w Hulczynie] przydomek Labud, z Małej Strany [ul. Wyzwolenia].

Nie wiem też, gdzie był proboszczem. Jako pierwszego, znałem proboszcza Koschany-ego, ale wtedy byłem małym chłopcem, potem przyszedł Kamradek, były prefekt szkoły w Kromieryżu, po nim już Weidler, który długo jako wikary czekał na probostwo. Co potem było, wie ksiądz lepiej niż ja.

Również z wikarych poznałem niemało: Wolny, Kaschny, Harazim, Peschka, potem jeden, który później został proboszczem w Stepankowicach, jego nazwiska nie pamiętam, potem młodsi, przede wszystkim Weidler itd.

Kamradek publicznie w kościele przeciwstawiał się próbie germanizacji, jak sobie przypominam z pewnego zdarzenia, był zdania, że naród powinien celebrować nabożeństwa w języku ojczystym. Przy tym Kamradek nie był z natury wojownikiem, był powściągliwy, raczej stroniący od ludzi człowiekiem ducha i umysłu.

O ile moja pamięć będzie wystarczająca, chętnie spróbuję odpowiedzieć na pytania. Wierzę, że jest jeszcze we wsi parę starych, sumiennych ludzi, którzy mogą służyć swymi wspomnieniami, jednak w mniejszym stopniu z takimi, które mają związek z probostwem.

Tyle na dzisiaj. Jeszcze raz serdecznie dziękuję za sympatyczny list i życzę, żeby Księdzu się udało ożywić solidną religijność, jaka kiedyś we wsi była.

Z najlepszymi życzeniami i pozdrowieniami.

 

Podpis.

Dwie linijki odręcznego dopisku nie zostały odczytane.

Stempel: Dr Paul Schebesta, St. Gabriel-Mödling, Austria.

W nawiasach [ ] są dopiski autora.

Maria Kubiczek i Bruno Stojer

PS. Za półtorej roku od napisania tego listu ks. dr Paweł Schebesta umiera we Wiedniu w wieku 80 lat.